sobota, 22 lutego 2014

Rozdział 11.

[Robert]
Na przeciwko mnie stał Wojtek razem z Mariną.
-Cześć, chodźcie - wpuściłem ich do środka - co Wy tu robicie ?
-Przyjechaliśmy Was odwiedzić
-Bardzo miła niespodzianka, ale czemu Was ?
-To Ani nie ma ?
-Nie - westchnąłem
-Robert - poklepał mnie po ramieniu - będzie dobrze
-Nic nie będzie dobrze. Jestem tchórzem
-Jak to ?
-Nie powiedziałem jej, rozumiesz - potrząsnąłem nim - przepraszam
-Zostawię Was - powiedziała jego dziewczyna
-Robert nie masz mnie za co przepraszać, rozumiem Cie
-Ona może teraz sobie kogoś znaleźć, a ja tego nie przeżyje
-A nie pomyślałeś, że ona Ciebie kocha i chce być z Tobą
-Nie, to nie możliwe
-Czemu tak uważasz ?
-Bo ona traktuje mnie tylko jak przyjaciela
-Skąd Ty to możesz wiedzieć ?
-Ona nie potrafi kłamać, nie potrafiłaby udawać, że mnie nie kocha
-Może po prostu nie znasz się na kobietach ?
-Nie chce o tym gadać
-Robert obydwoje wiemy, że chcesz
-Koniec tematu - westchnąłem, razem z bramkarzem Arsenalu poszliśmy do salonu, gdzie usiedliśmy obok Mariny
-Zostaniemy do piątku
-Możecie nawet dłużej - uśmiechnąłem się
-W piątek popołudniu mamy lot do Warszawy
-Wojtek w piątek rano - zaśmiała się dziewczyna
-Na jedno wychodzi
-Chcecie coś zjeść ?
-Nie
-A ja mam ochotę po pizze
-Zawsze masz ochotę na pizze
-Dobra to ja zamówię - wstałem, wziąłem z lodówki numer i zadzwoniłem. Zamówiłem 2 średnie pizze, które miały być za dwa kwadranse, przygotowałem kasę i wróciłem do moich gości.
[Ania]
Już jutro wracam oficjalnie do treningów. Z jednej strony strasznie się ciesze, bo będę mogła się odciąć myślami od Roberta, jego wyjazdu, ale z drugiej strony gdyby nie treningi to byłabym z nim. Wzięłam telefon do ręki, wybrałam numer Lewego i zadzwoniłam.
-Słucham ? - usłyszałam damski głos
-Pomyłka - westchnęłam i jak najszybciej się rozłączyłam. On już się pocieszyła, zapomniał o mnie, to co powiedział to były tylko puste słowa. "Ogarnęłam się", żeby nie zacząć płakać, spakowałam sobie torbę na jutrzejszy trening, posprzątałam mieszkanie i zabrałam się za obiad. W sumie nie chciało mi się jakoś mega dużo czasu spędzić w kuchni, więc zrobiłam Spaghetti. Nałożyłam sobie na biały talerz, wzięłam sztućce i usiadłam do stołu. Zauważyłam, że mój telefon wibruje, a na wyświetlaczu było napisane, że dzwoni Lewandowski, więc bezczelnie się rozłączyłam i dokończyłam swój posiłek.
~Two Weeks Later~
Dzisiaj idę na kolacje z Tomkiem, którego poznałam dwa tygodnie temu na treningu. Okazało się, że chłopakowi się pomyliło, a ja mu pomogłam. Spotkaliśmy się już kilka razy no i dzisiaj widzimy się po raz kolejny. Od tamtego telefonu nie miałam kontaktu z Robertem, pisał, dzwonił, starał się ze mną skontaktować, ale ja nie miałam na to ochoty. On sobie kogoś znalazł, więc ja mu nie jestem do niczego potrzebna. O 17 zaczęłam się szykować, wzięłam prysznic, wysuszyłam włosy, pomalowałam paznokcie, zrobiłam sobie kłosa, który opadał na moje prawe ramie. Ubrałam się, spakowałam sobie torebkę, założyłam buty i wyszłam z mieszkania. Pod blokiem czekał na mnie już chłopak.
-Cześć - cmoknęłam go w policzek
-Pięknie wyglądasz - wręczył mi czerwoną róże
-Dziękuje - uśmiechnęłam się - długo czekasz ?
-Nie - zaśmiał się - dopiero przyjechałem
-To dobrze - wsiedliśmy do samochodu
-Zabieram Cie do świetnej restauracji
-Nie musisz - uśmiechnęłam się
-Ale chce
-Miło mi
-Chyba Ci coś wibruje w torebce
-Telefon - zaśmiałam się, wyjęłam go z torebki i okazało się, że dzwoni szanowny pan Lewandowski, rozłączyłam się po raz kolejny, ale tym razem napisałam mu wiadomość.
"Jestem na kolacji, więc nie dzwoń proszę :)"
"Ania co się dzieje ?!
"Jestem zajęta."
"Ok, zadzwonię innym razem"
-Nie musisz - powiedziałam cicho do siebie
-Coś mówiłaś ?
-Nie, przepraszam - uśmiechnęłam się
-Jesteśmy na miejscu
-Świetnie, umieram z głodu - zaśmialiśmy się, weszliśmy do restauracji, zajęliśmy swoje miejsca i złożyliśmy zamówienie.
-Po kolacji zapraszam do siebie
-Będzie mi bardzo miło, ale jutro mam trening
-W niedziele ?
-Jutro jest sobota - uśmiechnęłam się
-Nie kochanie jutro jest niedziela
-O bożee - złapałam się za głowę - w takim razie bardzo chętnie skorzystam z zaproszenia
-Trzeba było tak od razu - puścił do mnie oczko
[Robert]
Od dwóch tygodni nie mogę się skontaktować z Anią. Nie odbiera, nie odpisuje w ogóle mnie olewa. Nie wiem o co chodzi, co ja takiego zrobiłem. Najchętniej pojechałbym do Warszawy i z nią pogadał, ale nie mogę, muszę się przygotować, bo na początku lipca wyjeżdżam z nowym klubem. Postanowiłem zadzwonić do Wojtka, ona na pewno mi pomoże, ale dostałem sms, więc nie dzwoniłem.

"Co słychać braciszku ?"
"Najlepiej nie jest, a tam ?"
"U nas dobrze :3 co się stało ?"
"Nie wiem, Ania nie chce ze mną rozmawiać"
"Nie dziwie jej się, zresztą z tego co wiem to dzisiaj jest zajęta"
"Jak to jej się nie dziwisz ?!"
"Ledwo wyjechałeś i już sobie kogoś znalazłeś"
"Żartujesz ?!"
"Nie, podobno Ania do Ciebie zadzwoniła, a odebrała jakaś laska"
"Kiedy ? :o"
"Jakoś dwa tygodnie temu"
"To nie była moja dziewczyna, tylko Wojtka"
"Marina ?"
"Tak"
"Co ona tam robiła ?"
"Przyjechali mnie odwiedzić"
"Ania myśli, że to Twoja dziewczyna"
"Nie mam jak jej tego wytłumaczyć :/ nie wiesz z kim jest dzisiaj na kolacji ?"
"Z Tomkiem"
"Nie znam. Kto to jest ?!"
"Kolega. Poznała go na treningu"
"Ktoś ważny ?"
"Chyba nie"
"Chyba ?"
"Robert ona kocha kogoś innego"
"Kogo ?"
"Nie mogę Ci powiedzieć"
"Jesteś moją siostrą"
"Jestem też jej przyjaciółką"
"To nic nie zmienia"
"Robert nie kłóćmy się"
"To mi powiedz Mela"
"Nie mogę, więc przestań mi wiercić dziurę w brzuchu"
"Ok :/"
"Musze kończyć :/ mama mnie woła"
"Pozdrów ją :*"
"Dobrze <3"
[Ania]
Weszłam do domu, było już grubo po 2. Chciałam jak najszybciej zasnąć i zapomnieć o tym co się stało na zakończenie wieczoru. Tomek jest miły, uczynny i świetny, ale ja nie chciałam, żeby wszystko działo się tak szybko. On mnie pocałował na koniec, a ja przecież w dalszym ciągu kocham Roberta. Wzięłam prysznic, ale nie myłam włosów, przebrałam się w piżamę i położyłam się do łóżka. Miałam ustawić sobie budzik i zauważyłam, że mam nieodebrane połączenie i wiadomość. Wszystko od Lewego.

"Aniu muszę Ci coś wytłumaczyć. Nie mam dziewczyny, Ty jesteś dla mnie najważniejsza. Ta dziewczyna co odebrała telefon, to dziewczyna Wojtka - Marina. Na prawdę nikogo nie mam, jestem sam i tęsknię. Proszę Cie daj mi znać. Nie chce Cię stracić. Robert :*"
No i co ja miałam zrobić ?! Całowałam się z Tomkiem, kocham Roberta z jednym nie mogę być, a z drugim nie chce. Odłożyłam telefon, przykryłam się kołdrą i zasnęłam.

piątek, 14 lutego 2014

Rozdział 10.

~Monday - June 3~
[Ania]
Dzisiaj Robert wyjeżdża do Dortmundu. Od tamtej nocy nic się miedzy nami nie zmieniło, bo nie powiedziałam mu, że wszystko słyszałam. Po prostu nie miałam odwagi, niby czuje to samo, ale on wyjeżdża i nie chce mieszać mu w głowie. Brunet ma samolot o 13, więc umówiliśmy się o 11:30 na lotnisku. Tak, Robert nie nocował u mnie, ale to dlatego, że musiał spakować wszystkie duperele ze swojego mieszkania.
Wstałam rano, ogarnęłam się i jak zwykle rozpoczęłam dzień od treningu. Potem prysznic, przebrałam się, ogarnęłam mieszkanie, zjadłam śniadanie i pojechałam do Pruszkowa. Musiałam pogadać z trenerem o ewentualnych treningach w Dortmundzie.
[Robert]
Dzisiaj wylatuje do Niemiec. Będzie mi brakowało Polski, przyjaciół, rodziny. Oczywiście nie jadę na koniec świata, więc będę przyjeżdżał. Chyba najbardziej będzie mi brakowało Ani, dobra nie chyba, ale na pewno, bo cholernie ją kocham i boje się, że ją stracę. Zabrałem wszystkie rzeczy, zamówiłem taksówkę i o 11 byłem już w Warszawie na Okęciu. Oddałem bagaże na odprawie i czekałem na Anie, która miała się zjawić w pół do 12.
-Zgadnij kto - poczułem, że ktoś zakrywa mi oczy dłońmi. Nie ktoś tylko Ania
-Poznałem po perfumach Aniu
-Gotowy do wyjazdu ?
-Myślę, że tak
-Trzymam kciuki - uśmiechnęła się - miałam przekazać Milenie jakieś klucze
-Tak, do mojego mieszkania - wyjąłem klucze z kieszeni i wręczyłem je dziewczynie
-Ok, dam jej jak najszybciej
-Mogą zostać u Ciebie, ufam Ci
-Wole przekazać je Twojej siostrze
-Jak chcesz - westchnąłem
-Chyba musisz już iść
-Wiem - przytuliłem ją, a ona się popłakała - ej nie płacz
-Nie lubię pożegnań
-Ja też nie, ale obiecuje, że niedługo się zobaczymy
-Yhmm - pokiwała głową
-Do zobaczenia - musnąłem jej policzek i odszedłem. Najchętniej zostałbym z nią, wyznał swoje uczucia, ale nie. Musiałem ją poznać akurat teraz, przed wyjazdem ?! Widziałem jak stała cały czas w tym samym miejscu i płakała. Nie dałem rady, zostawiłem walizkę i pobiegłem do niej.
-Robert ?!
-Ania ściągnę Cie do siebie, obiecuje
-Ale po co ?! Czemu ?!
-Bo jesteś dla mnie cholernie ważna i nie mogę Cie stracić - cmoknąłem ją w policzek
-Idź już - wróciłem szybko, zabrałem bagaż podręczny i przeszedłem przez resztę formalności. Równo o 13 samolot wzbił się w górę.
[Ania]
Patrzyłam jak samolot Roberta odlatuje, a łzy cały czas spływały po moich policzkach. Jak wreszcie się zakochałam to on musiał się okazać piłkarzem i wyjechać za granice. Jakoś się pozbierałam, ogarnęłam i opuściłam lotnisko, wsiadłam do samochodu i pojechałam do domu. Jedyne o czym teraz marze to trening albo łóżko, postawiłam jednak na to pierwsze. Rzeczy miałam w bagażniku, więc pojechałam do Pruszkowa, po raz kolejny tego dnia ...
Przebrałam się i ćwiczyłam. W kółko to samo, byłam mega zła, wkurzona i zmęczona, ale to była jedyna rzecz, która pozwalała mi zapomnieć. Nie wiem ile już ćwiczyłam, ale wiem, że gdyby nie telefon, który zaczął dzwonić to pewnie nigdy bym nie przestała.
-Halo ?
-Doleciałem - usłyszałam Lewego
-Tak szybko ?
-Szybko ? - zaśmiał się - 2,5 godziny lotu
-To która jest godzina ?
-16 kochanie 16
-Zagapiłam się
-A co takiego ciekawego robiłaś ?
-Trenowałam
-W środę miałaś mieć rozpoczęcie treningu
-Tak, ale dzisiaj musiałam
-Rozumiem, ja muszę kończyć
-Paa - jak najszybciej się rozłączyłam, zabrałam telefon i poszłam się ogarnąć.
O 17:30 byłam w domu, zjadałam, posprzątałam i położyłam się do łóżka. Byłam padnięta, wkurzona i załamana. Mój płacz słyszeli chyba wszyscy moi sąsiedzi, ale miałam to gdzieś, nie moja wina, że cierpiałam przez faceta. W dodatku jakiego faceta, znam go dopiero od dwóch miesięcy, ale jestem pewna, że to ten jedyny. Od początku do końca. Teraz muszę tylko podjąć decyzje co dalej. Przypomniało mi się, że muszę dać te klucze Milenie, wzięłam telefon do ręki i napisałam do niej sms.
"Mila mam klucze Roberta. Kiedy Ci je podrzucić ? :D"
"A kiedy możesz ? :D"
"Dzisiaj, jutro, pojutrze :) kiedy Ci pasuje"
"To może umówmy się jutro na kawę, co Ty na to ?"
"Podoba mi się ta propozycja. Gdzie i o której ?"
"11:00 w centrum, potem wyśle Ci dokładny adres ;)"
"Oki :)"
"Jak tam u Ciebie ?"
"Jakoś leci, ale smutno bez Twojego brata"
"Zakochana :3"
"To pytanie czy stwierdzenie ?"
"Stwierdzenie"
"Nie potwierdzam"
"Nie zaprzeczyłaś"
"A powinnam ?"
"Ja mam Ci na to odpowiedzieć ?"
"Nie :D sama znam odpowiedź"
"Powiesz mi ?"
"Kiedyś na pewno :p"
"Ej no -,-"
"Robert doleciał szczęśliwie"
"Wiem dzwonił, ale nie zmieniaj tematu"
"Dobra :D pogadamy jutro :*"
"Buziaczki :*"
"Pozdrów Mamę"
"Na pewno :D"
Odłożyłam telefon na szafkę nocną, poszłam do łazienki, wzięłam długą, relaksacyjną kąpiel, wysuszyłam włosy, założyłam piżamę i położyłam się do łóżka. W sypialni było strasznie duszno, więc otworzyłam okno, z powrotem się położyłam i przykryłam jedynie cienkim kocykiem. Przy łóżku leżała książka pt. ”Nowoczesne Zasady Odżywiania", wzięłam ją i czytałam. Nie wiem nawet kiedy zasnęłam.
~Next Day~
Obudziłam się, bo promienie czerwcowego słońca przebijały się przez zasłony. Czułam przytłaczająca pustkę, ale mimo wszystko wstałam szybko z łóżka. Z szafy wyjęłam odpowiedni do biegania strój Nike, związałam włosy i opuściłam mieszkanie. Stanęłam na chwile, żeby się rozciągnąć, ale nie na długo, bo zaraz obok mnie pojawiła się para młoda, ale co oni tu robią we wtorek rano ...
-Przepraszam - zaczepili mnie
-Tak ?
-Czy mogłaby nam pani polecić jakieś dobre miejsce do zdjęć ślubnych ?
-Nie wiem co byłoby odpowiednie - skłamałam - śpieszę się, przepraszam
-Jasne rozumiem - powiedziała dziewczyna, a ja szybko odbiegłam. Czy akurat teraz muszę spotykać zakochane pary. Chętnie bym im pomogła, ale nie dzisiaj, bo mam zły dzień, a nie chce się na innych wyżywać. Wróciłam do domu po przebiegnięciu 4 km, prysznic, świeże ciuchy śniadanie i o 10:30 wyszłam, żeby być na czas w kawiarni. Postanowiłam pojechać autobusem, bo o tej porze mogą być korki, a trafienie na jakieś z nich byłoby fatalne. Weszłam do środka, zajęłam stolik przy oknie i akurat weszła Milena.
-Hej - przytuliłyśmy się
-Cześć, zamówiłaś już ?
-Nie, weszłam kilka minut przed Tobą
-Spoko - uśmiechnęła się
-Dzień dobry, zdecydowały się już panie ?
-Ja poproszę herbatę
-Ja w sumie też
-Czyli dwie herbaty - uśmiechnęła się młoda kelnerka - coś jeszcze ?
-Nie, dziękujemy
-Nie ma za co, zaraz podam
-Masz te klucze, bo potem zapomnę - wręczyłam jej klucze
-Możesz je zostawić u siebie
-Nie jestem z nim na tyle blisko - kłamałam
-Anka proszę Cie nie kłam
-Milena co ja mam Ci powiedzieć ?
-Prawdę - westchnęła
-Miałyście racje - spojrzała na mnie pytająco - zakochałam się w nim, ale on wyjechał i przepadło
-Nic nie przepadło, nie wyjechał na koniec świata
-No wiem, ale ja z nim nie wyjadę na stałe, a on też nie wróci
-Zawsze warto spróbować
-Nie chce mu marnować kariery, nawet jak ma się ograniczyć do Bundesligi
-Co Ty w ogóle gadasz ?! On też Cie kocha
-Wiem
-Jak to ?
-Ostatnio powiedział to jak myślał, że śpię
-A Ty to usłyszałaś
-Tak - uśmiechnęłam się
-Powiedziałaś mu, a on tak po prostu wyjechał ?!
-Nie powiedziałam mu
-No chyba sobie ze mnie żartujesz
-No nie - spuściłam głowę
-Zachowujecie się jak dzieci
-Nie prawda
-Serio ? - zaśmiała się
-Dobra, może trochę tak
-Trochę więcej niż trochę
-Nie ważne
-Ważne
-Zapomnij, nie chce o tym gadać
-Ok - odpuściła
-Przepraszam
-Nie masz za co, rozumiem, że nie chcesz o tym gadać - nic nie powiedziałam, tylko się uśmiechnęłam
[Robert]
Przyjechałem do Dortmundu. Moje mieszkanie bardzo ładnie się prezentowało. Samochód też miałem dobry. Załatwiłem wszystkie formalności w klubie, rozpakowałem rzeczy, ale brakowało mi czegoś. Kogoś. Ani. Gdyby nie to, że nie wiem co ona czuje to bym jej wyznał swoje uczucia. Dobra wyznałem jej, ale jak spała, więc na pewno tego nie słyszała. Jestem strasznym tchórzem, teraz jak wyjechałem to ona może sobie kogoś znaleźć i będę musiał zadowolić się przyjaźnią. Tylko jej przyjaźnią. Nie podoba mi się to, ale co na to poradzę.
Siedziałem sobie w salonie na kanapie, kiedy usłyszałem dzwonek do drzwi. Nie chętnie wstałem poszedłem otworzyć. Otworzyłem drzwi i mnie zamurowało, jedyne co zrobiłem to się uśmiechnąłem. Uwielbiam takie niespodzianki ...

*****
Nie wiem czy następny pojawi się za tydzień, bo wyjeżdżam :*

środa, 12 lutego 2014

INFORMACJA

Tralalala jestem szalona :D 
ZAŁOŻYŁAM NOWEGO BLOGA <3 


TAK, WIEM WIEM KOLEJNY O MARCO, PEWNIE NIE CHCECIE, ALE TEN BLOG BĘDZIE SIĘ RÓŻNIŁ OD POZOSTAŁYCH. W PROWADZENIU GO BĘDZIE MI POMAGAŁA NIKOLA <3 

WIĘCEJ INFORMACJI NA NOWYM BLOGU

ZAPRASZAM DO ZAPOZNANIA SIĘ Z BOHATERAMI, A PROLOG JUŻ WKRÓTCE

piątek, 7 lutego 2014

Rozdział 9.

[Ania]
Dojechaliśmy w ciągu 25 minut, wysiedliśmy z auta, weszliśmy do odpowiedniej klatki, a za chwile staliśmy przed drzwiami mieszkania pani Iwony Lewandowskiej. Chciałam zadzwonić dzwonkiem, ale Robert delikatnie zapukał, a potem otworzył drzwi i weszliśmy do środka.
-Synku - przytuliła mnie jego mama
-Cześć - zaśmiał się
-Dzień dobry - uśmiechnęłam się
-Iwona Lewandowska - podała mi dłoń
-Ania Stachurska
-Chodźcie, kolacja już jest na stole
-A gdzie Milena ?
-Spóźnia się
-Jak zwykle - Lewy się zaśmiał
-Robert nigdy nie przyprowadził tu swojej dziewczyny
-My nie jesteśmy parą
-Przyjaźnimy się - dodał brunet
-Jeszcze - posłała nam uśmiech
-Mamo
-Dobrze już nic nie mówię
-Jestem - do kuchni weszła Milena - Ania ? Ciesze się, że jesteś
-Miło mi - pocałowała mnie w policzek, kobieta podała nam kolacje, przy której dość sporo rozmawialiśmy.
-Czym się zajmujesz Aniu ?
-Ania jest sportowcem mamo
-Tak, a jaki uprawiasz sport ?
-Karate tradycyjne - uśmiechnęłam się
-To bardzo brutalny sport
-Nie - od razu zaprzeczyłam
-Wydajesz się być bardzo delikatna
-Każdy mi to mówi - uśmiechnęłam się
-Bo to prawda
-Mamo dasz nam coś słodkiego - Robert spojrzał na swoją rodzicielkę kocimi oczami
-Oj synku o tej porze nie je się już słodkiego
-No właśnie Robercie - patrzyłam na niego morderczym wzrokiem
-Dobra dobra już nic nie mówię
-Ania jedziesz z moim bratem do Dortmundu ?
-W poniedziałek niestety nie
-A kiedy się wybierasz ?
-No na razie jeszcze nie wiem
-Ściągnę ją jak najszybciej
-Synku skoro Ania też ma treningi to chyba nie tak szybko
-W Dortmundzie też może trenować
-Może zmieńmy temat - zaproponowałam
-Masz racje, spakowany jesteś braciszku ?
-Powiedzmy, że tak
-A jak rzeczy z Twojego mieszkania ?
-Jeszcze tam nie byłem, więc nie wiem
-To gdzie Ty śpisz ?
-U mnie - zaśmiałam się
-Czyli jednak jest coś miedzy Wami
-Tak, przyjaźnimy się
-Mamo prosze Cie nie mów, że im wierzysz - zaśmiała się Milena
-Nie wierze - posłała nam znaczące spojrzenie, a my tylko przewróciliśmy oczami
-Robert nie przewracaj oczami
-Ania nie przewracaj oczami - zaśmialiśmy się
-Nie żartujcie już sobie
-Dobrze - powiedzieliśmy równo
-My się będziemy zbierali - odparł Lewandowski
-Już ?
-Przykro nam
~Hour Later~
Dojechaliśmy pod moje mieszkanie, ale postanowiliśmy się jeszcze przejść. Szliśmy tak różnymi uliczkami aż w końcu trafiliśmy do parku i usiedliśmy na ławeczce.
-Masz bardzo miłą mamę
-Przepraszam Cie za nią
-Nie ma sprawy, rozumiem - spojrzałam na niego
-Śliczna jesteś, wiesz ?
-Nie wiem - zaśmiałam się
-To teraz już wiesz
-Ale co ? - droczyłam się z nim
-Domyśl się
-Nadal nie wiem
-Śliczna jesteś - szepnął mi do ucha, a wzdłuż lini kręgosłupa przeszedł mnie dreszcz
-Dziękuje
-Ależ nie ma za co
-Robert ?
-Hmm ?
-Zimno jest
-Trzeba było tak od razu - zdjął swoją marynarkę, a ja ją założyłam - cieplej ?
-Tak - uśmiechnęłam się
-Cieszę się bardzo
-Nocujesz dzisiaj u mnie ?
-Oczywiście, że tak - przytulił mnie
-No i jak ja sobie poradzę jak wyjedziesz ?
-Spakujesz walizki i przyjedziesz
-Bardzo zabawne - westchnęłam - gdyby nie moje treningi to pewnie bym przyjechała od razu
-Aniu ile razy mam Ci powtarzać, że możesz trenować w Dortmundzie
-To nie jest takie proste
-Wiem
-A po za tym na razie musisz skupić się na załatwieniu wszystkiego tam, a potem na treningach
-Ty mi nie będziesz w niczym przeszkadzała, wręcz przeciwnie
-Pożyjemy zobaczymy
-Po kim Ty jesteś taka uparta ?
-Po Tobie - zaśmiałam się
-Ty wredoto - zaczął mnie łaskotać
-Robert przestań ! - śmiałam się - Lewandowski !
-Słucham ? - nie przestawał, a ja cały czas się wyrywałam
-Robert ała ! - skuliłam się
-Co jest ?! - przestał
-Nic - zaśmiałam się - chciałam, żebyś przestał
-Wiesz jak mnie przestraszyłaś ?! - spojrzał na mnie z wyrzutem
-Przepraszam - pocałowałam go w policzek
-Wracamy ?
-Tak - wstaliśmy z ławki i skierowaliśmy się w stronę mojego mieszkania, było tuż przez północą, ale nie bałam się, bo czy przy takim mężczyźnie można sie bać ?
-Słuchasz mnie ?
-Tak
-To co powiedziałem ?
-Nie wiem - zaśmiałam się - przepraszam
-To powiem Ci już w domu
-Ok - spojrzałam na niego, a on tylko się uśmiechnął - nie szczerz się tak
-No strasznie miła dzisiaj jesteś
-Staram się jak mogę
-Zabawne
-Prawda ?
-Dasz mi klucze ?
-Masz - wyjęłam z torebki i mu podałam, a on otworzył drzwi i mnie przepuścił. Potem otworzył drzwi do mojego, weszliśmy i rozebraliśmy się.
-Idę pierwsza pod prysznic
-Dobrze poczekam - westchnął. Poszłam do łazienki, rozebrałam się i wzięłam szybką kąpiel. Wysuszyłam włosy, założyłam bieliznę, potem piżamę i opuściłam pomieszczenie.
-Czekam w łóżku
-To propozycja ?
-Oczywiście - zaśmiałam się - masz 10 minut, potem wchodzę
-Serio czy żartujesz ?
-Serio - uśmiechnęłam się, położyłam się do łóżka i włączyłam odliczanie czasu. Znając Roberta wyrobi się, no chyba, że jest aż tak głupi i nie będzie się śpieszył. - Lewandowski masz minutę !
-Potrzebuje jeszcze dwóch
-Dasz rade - zaśmiałam się - 30 sekund
-Anka !
-Dziesięć - złamałam za klamkę - wchodzę !
-Nie odważysz się - weszłam do środka, a Robert stał przede mną w samych bokserkach i głupio się uśmiechał
-Głupek ! - walnęłam go w mocno wyrzeźbiony kaloryfer
-Sama weszłaś
-Wiedziałeś, że wejdę, dlatego szybko się ogarnąłeś
-Przejrzałaś mnie
-To nie było trudne - poszliśmy do mojej sypialni, położyliśmy się, ja zgasiłam światło, a chłopak mnie objął. Już prawie zasypiałam, kiedy usłyszałam, że Lewy szepcze mi coś do ucha.
-Kocham Cię - usłyszałam ...

piątek, 31 stycznia 2014

Rozdział 8.

~Next Day~
[Ania]
Obudziłam się pierwsza, Robert tak słodko spał. Nie chciało mi się go zostawać, ale musiałam wyjść biegać. Delikatnie wstałam, zabrałam ubrania, które założyłam w łazience, napisałam chłopakowi kartkę i wyszłam na trening. Wróciłam dopiero po 2 godzinach, ale piłkarz jeszcze spał. Wzięłam prysznic, przebrałam się, ogarnęłam, zrobiłam śniadanie i poszłam obudzić Lewandowskiego.
-Robert wstawaj, zrobiłam śniadanie
-Która godzina ? - spytał jeszcze zaspany
-10:16
-O matko, już wstaje
-Ogarnij się, a ja czekam w kuchni
-Dobra - opuściłam sypialnie, postawiłam śniadanie na stole w kuchni
-Co się śmiejesz ? - zapytałam wchodzącego do kuchni Roberta
-Nie no nic - cmoknął mnie w policzek - tak w ogóle to cześć
-No cześć - zaśmiałam się
-Co dzisiaj robimy ?
-Nie wiem - westchnęłam - kino ?
-Arkadia czy Złote Tarasy ?
-Złote - uśmiechnęłam się
-A potem zakupy ? - zauważyłam grymas na jego twarzy
-Spacer
-Ok, zgadzam się na wszystko oprócz zakupów - uśmiechnął się
-Rozumiem
-Zrobię kawę, chcesz ?
-Nie dziękuje
-Ania biegałaś dzisiaj ?
-Tak, a co ?
-Nic, widziałem ciuchy w łazience
-Spoko
-Mogłaś mnie obudzić, pobiegałbym z Tobą
-Tak słodko spałeś, że nie miałam serca
-Miło mi - objął mnie
-Cała przyjemność po mojej stronie
-Mam nadzieje
-Sprawdzę repertuar kina
-Tylko nie komedia romantyczna
-Oj Robert Robert - wzięłam laptopa, sprawdziłam repertuar i wyłączyłam z powrotem sprzęt - Robert ogarniaj się, mamy seans na godzinę
-Idziemy na pieszo czy autem ?
-Autobusem, mam stąd idealne połączenie
-Dobra będę gotowy za 20 minut
-Ja muszę się jeszcze umalować
-Nie, ja muszę do łazienki jeszcze
-Trudno, podzielimy się
-Jak tak bardzo chcesz to ok - ja się malowałam, a on się ogarniał. Po 25 minutach opuściliśmy moje mieszkanie, kupiliśmy bilety jednorazowe i wsiedliśmy do nadjeżdżającego autobusu. Robert odstąpił mi miejsce siedzące, a sam stał nade mną.
-Dżentelmen - uśmiechnęłam się
-Staram się
-Zauważyłam
-Na co idziemy do kina ?
-Zobaczysz
-Ja kupuje bilety
-A może, każdy sobie ?
-Jestem dżentelmenem jak sama powiedziałaś, więc ja kupuje
-Dobra, już nie marudź
-Czyli zgadzasz się ?
-Tak - uśmiechnęłam się do niego
-Wysiadamy na następnym przystanku
-Wiem wiem
-Chodź - podał mi rękę, a ja wstałam. Jak dojechaliśmy do wysiedliśmy z autobusu, weszliśmy do galerii i weszliśmy na górę do kina. Robert kupił bilety, a potem stanął w kolejce po jakieś przekąski.
-Robert to jest nie zdrowe
-No, ale to tylko teraz
-Jasne, kup wodę i tyle
-No, ale proszę Cię
-Ja też Cie proszę
-Dobra, to nic nie kupuje
-Jak chcesz - weszliśmy do sali, zajęliśmy swoje miejsca i czekaliśmy na rozpoczęcie filmu.
~Two Hours Later~
Komedia była świetna, wyszliśmy zadowolenia i poszliśmy coś zjeść.
-Tu niedaleko jest fajna knajpka ze zdrowym jedzeniem
-Robert nie wierze, że to powiedziałeś
-A jednak - zaśmialiśmy się - zapraszam
-Dziękuje - opuściliśmy Złote Tarasy i Lewy prowadził mnie w stronę tej swojej knajpki. Doszliśmy do niej po niecałych 15 minutach, usiedliśmy przy wolnym stoliku, zamówiliśmy dwa różne dania i coś do picia.
-No i jak Ci się podoba ?
-Miałeś racje
-Ja zawsze mam racje
-Chciałbyś
-Nawet nie wiesz jak bardzo
-Robert, kiedy przyjedziesz do Warszawy ?
-Szczerze mówiąc to nie mam pojęcia, ale obawiam się, że nie prędko
-To znaczy, że ja muszę wybrać się do Ciebie do Dortmundu
-Będzie mi bardzo miło - kelner podał nam nasze dania
-Dziękujemy - posłałam mu uśmiech
-Smacznego
-Wzajemnie - zjedliśmy obiad, chłopak zapłacił i poszliśmy do domu. Włączyliśmy telewizor, on usiadł na kanapie, a ja położyłam się i miałam głowę na jego kolanach.
-Co pomyślałaś sobie jak mnie pierwszy raz zobaczyłaś ?
-Szczerze ?
-Tak - uśmiechnął się
-Pomyślałam, że jesteś strasznym dupkiem
-Zmieniłaś zdanie ?
-Oczywiście, a Ty co pomyślałeś jak mnie zobaczyłeś ?
-Że musisz być bardzo pewna siebie i, że nie mam ochoty Cie więcej widzieć
-Hahahaahaha - zaśmiałam się
-Zmieniłem zdanie - dodał szybko
-Mam nadzieje
-Telefon Ci dzwoni
-Robert to Twój
-Faktycznie - wstał delikatnie, żeby mnie nie zrzucić i poszedł odebrać, a ja dalej sobie leżałam. Słyszałam tylko jakieś urywki rozmowy, ale nie skupiałam się na tym - Aniu
-Słucham ?
-Dzwoniła moja mama i zaprasza nas na kolacje
-Jak to nas ?
-Normalnie, wyrobisz się na 19 ?
-Myślę, że tak, a która jest ?
-Po 15
-Spoko, dam rade, ale jesteś pewien, że mam iść z Tobą ?
-Tak - wrócił na swoje dawne miejsce
-No ok - westchnęłam - włącz Eske
-Dobrze - zmienił kanał i zaczął bawić się moimi włosami
-Co robisz ? - zaśmiałam się
-Nic - uśmiechnął się - tak się bawię
-Tylko uważaj
-Postaram się
-W środę zaczynają mi się treningi
-Czyli na razie masz wolne ?
-Powiedzmy
-To dobrze, będę mógł się Tobą nacieszyć
-Będziemy się jeszcze rzadziej widywać
-Będziemy gadali codziennie na Skype, przez telefon
-Pewnie nie codziennie, bo będziesz zmęczony po treningach i w ogóle
-Dla Ciebie zawsze znajdę czas
-Na początku pewnie tak - powiedziałam cicho
-Zawsze - schylił się i spojrzał mi w oczy - obiecuje
-Skoro tak mówisz to ok
-Nie wierzysz mi, prawda ?
-Wierze Robert, ale wiem też, że to będzie trudne
-Ania mój przyjaciel mieszka w Londynie i dajemy rade, więc nasza przyjaźń też przetrwa
-Mam nadzieje - westchnęłam
-Swoją drogą musisz kiedyś poznać Wojtka
-Kiedyś na pewno
-Proszę Cię, nie bądź taka smutna
-Ok, masz racje - uśmiechnęłam się - zdrzemnę się, obudź mnie o 17
-Dobrze - poszłam na sypialni, położyłam się na łóżku i zasnęłam jak małe dziecko
[Robert]
Ania poszła do sypialni, a ja wziąłem laptopa, zalogowałem się na Skype i zadzwoniłem do Wojtka.
-Hej - ku mojemu zdziwieniu odebrała Marina
-Cześć - uśmiechnęła się - Wojtek bierze prysznic, pomóc Ci w czymś ?
-Właściwie to chciałem tylko pogadać, ale najwyżej zadzwonię innym razem
-Mów kim ona jest - zaśmiała się
-Skąd wiedziałaś ?
-Robert jestem kobietą, ja wiem takie rzeczy
-Masz racje
-Wiesz nie ma o czym mówić, lepiej Ty powiedz co tam u Ciebie ?
-Dobrze, z Wojtkiem się układa, w Londynie mi się podoba, ale nie chce stąd wyjeżdżać
-Na długo wracasz do Polski ?
-Na miesiąc
-Szybko zleci
-Oby - uśmiechnęła się
-Moja dziewczyna z moim przyjacielem - ujrzałem śmiejącego się Wojtka
-No, a jak
-Coś się stało ?
-Nie, chciałem pogadać
-O Ani ?
-Wiedziałam - zaśmiała się Marina
-Między innymi o Ani, ale nie ważne
-Na pewno ?
-Tak - uśmiechnąłem się - wiecie przepraszam, ale u nas jest po 16, Ania śpi, więc muszę się ogarnąć, a potem ją obudzić
-Spoko, rozumiemy
-Paa - rozłączyłem się, wyłączyłem sprzęt i poszedłem do łazienki. Wziąłem prysznic, ułożyłem włosy, przebrałem się i opuściłem pomieszczenie. Było przed 17, więc po cichu wszedłem do sypialni i usiadłem na łóżku - Aniu, wstawaj, jest 17
-Już wstaje, daj mi 2 minutki
-Wstawaj kochana, ja już się ogarnąłem
-Dobra, wstaje - usiadła na łóżku, a potem wstała, wyjęła sobie ubrania z szafy i poszła do łazienki
[Ania]
Wzięłam prysznic, wysuszyłam włosy, posmarowałam całe ciało balsamem, zrobiłam sobie fryzurę, makijaż i ubrałam się.
-Robert mogę tak iść ? - pokazałam mu się
-Ślicznie wyglądasz i oczywiście, że możesz tak iść
-O której wyjeżdżamy ?
-O 18:30
-Czyli za 20 minut ?
-Tak - zaśmiał się
-To ja spakuje torebkę i umyje zęby
-Ok, czekam - włożyłam do torebki najpotrzebniejsze rzeczy, poprawiłam fryzurę, umyłam zęby i byłam gotowa do wyjścia. W przedpokoju wyjęłam z szafki buty, wyszliśmy, zamknęliśmy mieszkanie i ruszyliśmy w stronę mieszkania mamy Roberta.

piątek, 17 stycznia 2014

Rozdział 7.

~Thursday - May 29~
[Ania]
Jutro z Poznania przyjeżdża Robert. Strasznie się za nim stęskniłam, bo nie widzieliśmy się od 30 kwietnia, czyli prawie miesiąc. Niby codziennie rozmawiamy przez telefon i przez Skype, ale to jednak nie to samo co rozmowa na żywo. Półtora tygodnia temu wróciłam do treningów, moja kondycja do najlepszych nie należy, ale szybko wszystko nadrobię.
[Robert]
Jutro wyjeżdżam do stolicy, a w poniedziałek wylatuje do Niemiec. Wszystkie moje rzeczy są już w Dortmundzie, zostawiłem sobie tylko te najpotrzebniejsze, które są już zresztą zapakowane w walizki. Całe mieszkanie jest strasznie puste, ale jeden dzień jakoś przeżyje. Wziąłem laptopa, usiadłem na podłodze, zalogowałem się Skype i zadzwoniłem do Wojtka.
-Siema mordo - odebrał po chwili
-Cześć - zaśmiałem się - co u Ciebie ? Dawno nie gadaliśmy
-Bo nie dzwonisz - oburzył się - u mnie dobrze, a u Ciebie ?
-Też, jutro wyjeżdżam z Poznania
-Musze Cie odwiedzić, ale to jak już będziesz w Dortmundzie
-Zapraszam
-Bez zaproszenia też bym przyjechał
-Hahahah, spoko - uśmiechnąłem się - jak z Mariną ?
-Dobrze, układa się
-Ciesze się
-A Ty masz kogoś ?
-Nie, ale jest taka jedna
-Opowiadaj
-Ma na imię Ania, jest w moim wieku, jest śliczna, mądra, miła, zabawna, kochana, boska ...
-Dobra - przerwał mi - konkrety poproszę, jak będę chciał przymiotniki to Cie poprosze
-Ok - zaśmiałem się - na początku jej nie lubiłem, ale potem okazała się świetną dziewczyną, krótko się znamy, ale zdążyliśmy się zaprzyjaźnić, a może nawet coś więcej. Na razie tyle
-Mój przyjaciel wreszcie się zakochał
-Czy ja powiedziałem, że się zakochałem ?
-Nie, ale ja Cie znam, więc nawet nie próbuj kłamać
-No dobra masz racje. Zakochałem się, a nawet oszalałem na jej punkcie, jest idealna
-Oj stary nieźle Cie wzięło
-To prawda - uśmiechnąłem się - a najlepsze jest to, że jutro jadę do Warszawy i ją zobaczę
-Musze ją poznać
-Kiedyś na pewno
-Może przyjedź z nią do nas do Londynu
-Nie mam kiedy, a po za tym ona nawet nie jedzie ze mną do Dortmundu
-Jak to ?
-Normalnie, ma swoje treningi tutaj
-A co ona trenuje ?
-Karate tradycyjne
-Żartujesz ?
-Nie
-No ładnie, to lepiej uważaj co mówisz
-Zabawne, ona taka nie jest
-Domyślam się, tylko tak się z Tobą droczę
-Miło
-Z mojej strony zawsze jest miło
-Wiem
-O której wyjeżdżasz z Poznania ?
-Chyba gdzieś tak około 23
-Późno, uważaj na siebie
-Spokojnie, dam rade
-No wiem wiem
-W razie czego zadzwonię
-No ja mam nadzieje
-Jasne - zaśmiałem się
-Dobra przepraszam, ale muszę spadać. Marina zaraz wraca
-Spoko, pozdrów ją
-Pa - pomachał mi, a zaraz potem się rozłączył. Jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi, ale tak dawno nie gadaliśmy, że już prawie zapomniałem jak wygląda. Stwierdziłem, że wyjadę w nocy to dojadę w 3 godziny, prześpie się w swoim mieszkaniu, a z samego rana pojadę do Stachurskiej. Zadzwonił mój telefon, spojrzałem na wyświetlacz "Ania <3"
-O wilku mowa - powiedziałem sam do siebie
-Cześć - wyczułem, że się uśmiechnęła
-Hej - odparłem
-Tęsknię
-Ja też - uśmiechnąłem się
-Nudno mi
-Oj biedna
-Jak przyjedziesz to będzie lepiej
-Wiadomo - zaśmialiśmy się
-O której będziesz w Warszawie ?
-Pomyślałem, że wyjadę o 23, to będę gdzieś i tak około 2
-To przyjeżdżaj od razu do mnie, będę czekała
-Daj spokój Aniu, przyjadę rano
-Proszę Cie przyjedź od razu
-Dobrze, wyjadę wcześniej
-Dziękuje
-Nie ma za co - uśmiechnęłam się - jeżeli mam wyjechać wcześniej to przepraszam, ale kończę
-Nie ma sprawy, do zobaczenia - rozłączyła się, a ja sprawdziłem od razu godzinę. 17:48. Zaniosłem walizki do samochodu, spakowałem wszystkie drobiazgi z całego mieszkania, zostawiłem sobie tylko ręcznik, kosmetyki i czyste ubrania. Wziąłem szybki prysznic, przebrałem się, ogarnąłem i o 18:30 opuściłem mieszkanie. Pojechałem do mojej ulubionej restauracji w Poznania, zjadłem obiad, odwiozłem klucze nowym właścicielom mieszkania. Z Poznania wyjechałem o 20, więc jakoś około 23 powinienem być w Warszawie.
[Ania]
Nie wiem czemu, ale dzisiejszy dzień był jakiś strasznie męczący. Położyłam się do łóżka i po prostu sobie leżałam, potem zadzwoniłam do Roberta. Jestem mega szczęśliwa, że od razu do mnie przyjedzie. Na początku chciałam zrobić kolacje, ale zanim on przyjedzie to będzie już późno. Zjadłam sobie późny obiadek, zrobiłam wieczorne ćwiczenia, wzięłam prysznic, ogarnęłam się i o 21 leżałam sobie na kanapie, z kocykiem, herbatką i czytałam książkę. Niby mnie wciągnęła, ale i tak zasnęłam. Obudził mnie dopiero dźwięk telefonu, nie patrzyłam nawet kto dzwoni.
-Aniu wjeżdżam do Warszawy, będę u Ciebie za 15 minut
-Super - powiedziałam jeszcze zaspana
-Spałaś - bardziej stwierdził niż zapytał
-Troszeczkę
-To może ja jednak pojadę do siebie ?
-Nie ! - prawie krzyknęłam - czekam na Ciebie
-No dobrze jak chcesz
-Lece się ogarnąć, spiesz się - rozłączyłam połączenie, rzuciłam telefon na kanapę i pobiegłam do łazienki. Nie wyglądałam jakoś źle, poprawiałam trochę włosy, zmyłam do końca makijaż, założyłam piżamę i odpuściłam łazienkę. Posprzątałam w salonie, pościeliłam łóżko i czekałam. Nie trwało to długo, bo za chwile po całym mieszkaniu rozniósł się dzwonek. Pobiegłam otworzyć, a jak zobaczyłam Lewego to rzuciłam mu się w ramiona.
-Tęskniłam
-Ja bardziej - mocno trzymał mnie w ramionach
-Zmęczony jesteś ?
-No troszkę
-To idź się ogarnij, a ja czekam w sypialni
-Mogę spać z Tobą ? - zaśmiał się
-Musisz - wystawiłam język, a potem poszłam do swojego pokoju, położyłam się na łóżku. Czy się zakochałam ? Tak. Czy on czuje to samo ? Nie wiem. Czy chce powiedzieć mu prawdę ? Nie. Dlaczego ? Bo się boje. Czego ? Że on nie czuje tego samego co ja. A jak jednak czuje ? To zrobi pierwszy krok.
-O czym myślisz ?
-O niczym ważnym, zastanawiałam się ile stopni jest w Dortmundzie
-Jasne - cicho się zaśmiał
-Nie gadaj już tyle
-Dobrze - położył się obok mnie i mocno mnie przytulił
-Nie chce, żebyś już w poniedziałek wyjeżdżał
-Ja też nie, ale muszę
-Żałuje, że nie poznałam Cie wcześniej
-Nie ma czego żałować - ucałował mnie w policzek - widocznie tak musiało być
-Wiem - ziewnęłam
-Jesteś padnięta - obrócił mnie tak, że leżałam do niego plecami, do których on się przytulał, a jego głowa leżała na moim ramieniu - śpij dobrze
-Wzajemnie - uśmiechnęłam się
[Robert]
Ania usnęła, a ja cały czas się w nią wpatrywałem. Była ideałem kobiety, pokochałem ją, nie chce jej zostawiać, najchętniej zabrałbym ją do Dortmundu, ale ona ma swoje treningi, znajomych, rodzinę.
-Robert ja nie śpię, nie patrz się tak, bo nigdy nie usnę - zaśmiała się
-Przepraszam
-Robert ja muszę Ci coś powiedzieć
-Słucham ?
-Znamy się krótko, ale jesteś dla mnie bardzo ważny i ...
-I ... ?
-Nie chce, żebyś wyjeżdżał tak szybko, sam mówiłeś, że dopiero w lipcu macie wyjazd, a teraz to praktycznie nic nie musisz tam robić
-Ja też nie chce jechać teraz na prawdę, ale muszę odebrać klucze od mieszkania, sprawy klubowe i wszystko inne
-Wiem, ufam Ci
-Ania idziemy spać, oczy same Ci się zamykają
-Nie prawda
-Przecież widzę
-Nie gap się tak na mnie to nie będziesz widział
-Jaka mądra - zaśmiałem się
-Dobra idziemy spać
-Grzeczna dziewczynka - cmoknąłem ją w czoło
-Dobranoc
-Dobranoc

piątek, 10 stycznia 2014

NOWY BLOG

Chciałam Was poinformować, że troszeczkę zaszalałam i założyłam nowego bloga. Tym razem o Mario Gotze, ale to mam nadzieje, że już sobie wszystko doczytacie na blogu ;D  
[KLIK]

 ZAPRASZAM SERDECZNIE